sobota, 27 października 2012

Rozdział 1 (cd.2)


-Witaj siostro, dawno żeśmy się nie widziały!
-Nie przesadzaj, Amando. Od naszego ostatniego spotkania minęły dwa tygodnie -sprostowała Amelia. -Miło mi Cię widzieć, szwagrze -uprzejmie zwróciła się do Gilberta.

-Ja również jestem zaszczycony tym spotkaniem -odparł mężczyzna i skłonił się przed swoją rozmówczynią.
-Może wejdziemy do domu -nieśmiało wtrąciła swoją propozycję Iris. -Nie jest zbyt ładnie, jak na stanie na dworze.
-Masz rację córeczko. Dzisiejsza pogoda nie sprzyja zdrowiu -przytaknęła. -Proszę, chodźcie za mną -zwróciła się do siostry i jej męża.
  Wszyscy zebrali się w salonie. Nastąpiły długie powitania, przeplatane pytaniami o samopoczucie i zdrowie lub powodzenie w interesach. Po chwili służba otworzyła drzwi jadalni i cała rodzina zasiadła przy uroczystym śniadaniu. Na stole znalazło się wiele potraw, którymi nie pogardziłby sam król Lonerin. Oprócz mięs przyrządzonych na różne sposoby, podano także tradycyjnie wypiekany chleb, sałatki warzywne oraz niezliczone misy z owocami. Głównym trunkiem było wino, źródlana woda oraz napar zwany herbatą, który Silas przywiózł ze swojej ostatniej podróży do odległych krain kontynentu.
  Rozmowy, które toczyły się w trakcie posiłku dotyczyły głównie przyszłości córki Sidora. Dziewczyna powoli zaczynała mieć tego dość, o czym dobitnie świadczyła jej mina. Angelo kilkakrotnie próbował poprawić dziewczynie nastrój opowiadając jej śmieszne anegdoty, które poprzedniego dnia usłyszał w mieście, jednak uśmiech jego siostry bardzo szybko znikał z jej twarzy. Na szczęście, w momencie, kiedy Iris miała wielką ochotę wstać i wyjść, zaistniał zupełnie inny temat.
-Wuju czy są jakieś wieści od Doriana? -spytał Ruffinio i mrugnął okiem w stronę rodzeństwa.
-Niestety nie -westchnął mężczyzna, przerywając swój wywód na temat potencjalnej wielkości posagu siostrzenicy żony. -Nie wiemy, co się z nim stało. Kiedy zniknął znaleźliśmy jedynie krótki list, leżący na jego łóżku.
-Nie wiedzieliśmy o tym liście; Amando czemu mi o nim nie wspomniałaś? -z wyrzutem spytała pani domu.
-Kiedy o tym rozmawiałyśmy, jeszcze nie wiedziałam, że nasz syn zostawił nam jakąkolwiek wiadomość. Znaleźliśmy ją później, kiedy wraz ze służbą przeszukiwaliśmy dom, żeby się upewnić, że Dorian nigdzie się nie schował, wiesz przecież, on miewał czasem dziwne pomysły... -zaszlochała kobieta.
  Amelia krzywo spojrzała na syna, który rozpoczął temat zaginionego chłopaka. Bezgłośnie wyszeptała: "Prosiłam was o coś", na co syn odpowiedział jej spojrzeniem rzuconym w stronę siostry. Kobieta popatrzyła na córkę i wszystko zrozumiała. Wiedziała przecież, że nie patrzyła ona przychylnie na żadnego z przedstawianych jej kandydatów na męża, włącznie z własnym kuzynem. Jednak żona Sidora nie potrafiła tego zrozumieć. Nie pamiętała już, że w młodości zachowywała się tak samo wobec własnych rodziców i narzeczonego.
-Proszę, może przejdziemy do salonu, za jakiś czas powinien dojechać Florian oraz Eliza i Artur -powiedział Sidor. -Zapomniałbym o jednej z ważniejszych osób dzisiejszego dnia -dodał po chwili. -Spodziewamy się tu jeszcze dziś ujrzeć jednego z krewnych Lorda Tybalta, Głównodowodzącego Armią Królewską, a mianowicie jego bratanka Scorpiusa, który raczył zaszczycić naszą piękną Iris swoimi względami.
  Przez komnatę przeszły głosy podniecenia. Żaden członek rodziny, włącznie z obiektem westchnień młodego lorda, o tym nie wiedział. Kobiety zaczęły rozprawiać na temat wszystkich przymiotów chłopaka, a mężczyźni wymieniać korzyści, które mogłyby płynąć z tego związku dla ich interesów. Nikt, prócz najstarszego brata Iris nie zwracał na nią uwagi.
-Jeszcze tylko jego mi tu brakowało -westchnęła dziewczyna i osunęła się na ziemię. Oczywiście nie zemdlała naprawdę, doszła jedynie do wniosku, że to najlepszy sposób na opuszczenie własnej imprezy urodzinowej.
Obydwie kobiety podniosły lament, który natychmiast został uciszony przez Silasa, który wypowiedział tylko jedno zdanie:
-Zemdlała z wrażenia -po czym wziął siostrę na ręce i zaniósł do jej pokoju. Kiedy znaleźli się w pomieszczeniu sami, postawił ją na ziemi i rzucił -Doskonały sposób na opuszczanie niewygodnych spotkań. Szkoda, że ja nie mogę go używać.
-Bardzo zabawne, braciszku -odparła.
-Rozumiem, że nie wiedziałaś o zainteresowaniu twoją osobą ze strony młodego Scorpiusa?
-A skąd miałam wiedzieć!? Tylko jego przystojnej gęby mi tu brakowało!  Żeby takie coś... i to w moje urodziny!
-Spokojnie, świat się nie wali-
-Twój nie!

wtorek, 23 października 2012

Rozdział 1 (cd.)


   Dziewczyna przyjęła prezent i spojrzała na tytuł. Brzmiał "Czarna Magia dla odważnych", a jej autorem był sam słynny mag Sanguineus. Zawierała setki zaklęć i receptur.
-Dzięki. Nie spodziewałam się czegoś takiego braciszku -powiedziała Iris. Przytuliła brata i zanim zdążyła odetchnąć wpadła w ramiona Emilia.
-Moja droga siostrzyczko -pompatycznie zaczął chłopak - w tym wspaniałym dniu, w którym stałaś się nam równa, pragnę złożyć ci najserdeczniejsze życzenia. Niech dobry bóg Ethen podtrzymuje cię w zdrowiu, a bogini Ismira zawsze ci sprzyja. Po prostu spełnienia marzeń -uśmiechnął się z rozbrajającą szczerością. -Powinno ci się kiedyś przydać -dodał wręczając jej materiałowy woreczek. -To podstawowe wyposażenie, jakie każdy powinien mieć przy sobie.
Dziewczyna zajrzała do środka. Przez chwilę nie mogła wykrztusić z siebie głosu.
-Emilio ile czasu musiałeś poświęcić na odszukanie tych wszystkich ziół! Przecież tu jest wszystko... -nie mogła się nadziwić Iris. -Bardzo ci dziękuję!
-Nie zajęło mi to aż tak dużo czasu... Przecież wiesz, że się na tym znam -odparł dziewiętnastolatek. -Ale wybacz, że nie zostaniemy tu dłużej. Razem z Ruffiniem mieliśmy wydać polecenia stajennym. Nie wiem po co nas aż dwóch do tego potrzeba, ale słowa rodziców są święte -rzucił i lekko wzruszył ramionami.
-Lepiej mi powiedz, gdzie jest Chester -wtrącił Angelo. -Nawet nie złożył życzeń i już go nie ma... Ale wszyscy wiemy, że on jest nietowarzyski -westchnął mężczyzna.
-Pewnie zszedł na dół, albo się gdzieś zaszył i nawet nie zamierza pomagać -żachnął się Ruffinio.
-Może ja pomogę -zaofiarowała się jubilatka.
-Nie ma mowy -zaprotestował Emilio. -Ty dziś nic nie robisz -oznajmił zdecydowanym tonem. -Może pomiędzy nami są tylko dwa lata różnicy, ale i tak musisz mnie słuchać -zakończył wesoło.
-Niech ci będzie -poddała się siedemnastolatka.
 Dwaj bracia wyszli z pokoju. Silas, który do tej pory opierał się o framugę drzwi i nie uczestniczył w rozmowie podszedł do siostry.
-To teraz moja kolej. Powiem tyle: życzę ci udanego życia spędzonego w zdrowiu i dobrym towarzystwie. Mam nadzieję, że sprawa związana z twoim ślubem rozwiąże się na twoją korzyść i w tym ci z całego serca kibicuję. Dlatego myślę, że ten naszyjnik będzie twoim amuletem i nie raz przyniesie ci szczęście -powiedział i z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyjął małe pudełeczko. -Przywiozłem go specjalnie dla ciebie z Krainy Wzburzonych Mórz.
-To dlatego tak długo cię nie było -domyśliła się Iris. Zdjęła wieczko i jej oczom ukazała się kolia. Nie była jakoś specjalnie bogata, zrobiono ją  ze srebra i bursztynu, a w samym centrum oczka zawieszki był jeszcze jakiś kamień, którego Iris nie znała. -Co to za kruszec? -spytała brata, pokazując jednocześnie piękny, mieniący się minerał.
-Nie mam pojęcia. Wypytywałem o niego wszystkich jubilerów, jakich napotkałem, ale nikt, włącznie ze sprzedawcą nie umiał mi podać jego nazwy.
-No cóż, może wybierzemy się do miejscowego specjalisty -zaproponowała dziewczyna.
-Właśnie to miałem zrobić za raz po powrocie, ale później ojciec prosił mnie o kilka innych drobnych przysług i zapomniałem -powiedział Silas.
-Dziękuję-
-Jeszcze nie dziękuj -wtrącił Angelo. -Kupiliśmy dla ciebie jeszcze jeden prezent. No, a teraz znajdź to w tych swoich przestronnych kieszeniach -zwrócił się do brata.
-Proszę -mężczyzna wyjął coś z kolejnej wewnętrznej kieszeni płaszcza.
 Dziewczyna spojrzała na przedmiot trzymany przez Silasa. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przetarła je i drugi raz popatrzyła.
-To naprawdę dla mnie? -spytała z niedowierzaniem.
-Tak -przytaknął Angelo.
-Mam nadzieję, że nie będziesz tego musiała za wiele razy używać -ponuro mruknął najstarszy brat Iris.
   Podał jej piękny sztylet zrobiony ze stali najlepszej jakości, o rękojeści z kryształu górskiego wydobywanego tylko w kilku miejscach na kontynencie. W miejscu, gdzie jelec stykał się z taszką i trzonem był umieszczony niewielki ametyst. Głowicę broni stanowił łeb smoka z otwartą paszczą, jakby gotową do zionięcia ogniem.
   Dziewczyna długo przyglądała się przedmiotowi. Była niezmiernie wdzięczna braciom za ich prezent, który pewnie niemało nadwyrężył ich budżet.
-Błagam, tylko nie mów mamie, że to od nas –jęknął Angelo.
-Dobrze -odparła. –Naprawdę wam dziękuję. Za wszystko-
-Nie musisz, w końcu mamy tylko jedną siostrę  -przerwał jej Silas. –A teraz chodźmy na dół, zaraz przyjadą goście.
   We trójkę opuścili komnatę dziewczyny, wyszli na korytarz i schodami zeszli na parter. Przystanęli przy bramie wjazdowej, którą właśnie otwierał stajenny Adon. Niespodziewanie usłyszeli odgłos pędzących koni uderzających podkutymi kopytami o bruk oraz dźwięk turkoczących kół powozu. Chwilę później na teren posesji wjechała bryczka ciągnięta przez dwa kare konie. Woźnica zatrzymał się niedaleko stajni, zsiadł z kozła i otworzył małe drzwiczki z boku pojazdu. Pierwszy wysiadł barczysty mężczyzna i wyciągnął rękę w stronę wysokiej kobiety, która właśnie szykowała się do opuszczenia dyliżansu. Była to ciotka Amanda, młodsza siostra Amelii. Kobieta była wyższa od matki jubilatki, jednak miała identyczne, kasztanowe włosy i zielone oczy. Jej mąż był postury niedźwiedzia, nie można jednak stwierdzić, żeby w związku z tym poruszał się ociężale. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie nadzwyczaj zwinnej osoby. Miał ciemne włosy i błękitne oczy, zupełnie tak samo jak Sidor. A to dlatego, że byli kuzynami od strony ojca. Obydwoje zajmowali się kupiectwem, z tą różnicą, że Gilbert handlował biżuterią i ozdobami.
 -Witajcie w naszych skromnych progach -powitała gości pani domu.

niedziela, 14 października 2012

Rozdział 1


   Iris obudziła się oślepiona blaskiem słońca prześwitującego przez gałęzie drzewa za jej oknem. Był wczesny ranek, ptaki pięknie śpiewały, a ich melodii nie zakłócał żaden, nawet najlżejszy odgłos. Dziewczyna przeciągnęła się i odrzuciła kołdrę. Spuściła nogi na podłogę i stopami wymacała miękki dywan. Wstała i przeszła na drugą stronę pokoju, gdzie stały kufry z ubraniami, niewielka toaletka i mahoniowe biurko. Zbliżyła się do skrzyni znajdującej się po lewej stronie, czyli tej, w której znajdowały się jej rzeczy treningowe, jednak po chwili zmieniła zdanie. Zdała sobie sprawę, że oto nastał ten dzień, dzień jej siedemnastych urodzin, w którym wiele rzeczy miało się zmienić. Wyjęła, więc swoją ulubioną, muślinową sukienkę i już chciała ją założyć, kiedy ktoś cicho zapukał do drzwi.

-Proszę -powiedziała.
  Po chwili usłyszała skrzypnięcie i poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętego Angelo, który stał z pakunkiem w dłoni.
-Witaj siostrzyczko, wszystkiego najlepszego w dniu twoich urodzin! -uroczyście wyszeptał mężczyzna, a widząc jej zdziwioną minę, dodał -Wiem, że powinienem dać ci ten prezent, kiedy wszyscy rytualnie przyjdziemy cię obudzić, czego raczej jak widzę nie będzie trzeba robić, bo sama wstałaś, ale nie mogłem się powstrzymać, a poza tym chciałem żebyś ją dziś założyła.. -wytłumaczył i podał jej zawiniątko. -Życzę ci szczęścia i co chyba najważniejsze, spełnienia marzeń.
-Dziękuję ci Angelo -odparła Iris i uściskała swojego brata.
-To ta już pójdę, bo oni na pewno nie śpią i zaraz wrócę tu z wszystkimi -uśmiechnął się.
  Kiedy wyszedł dziewczyna rozwinęła papier. W środku zobaczyła piękną, poskładaną, błękitno-morską sukienkę zrobioną z bardzo zwiewnego materiału. Rozłożyła ją na łóżku i wygładziła brzegi. Jakiś czas przyglądała się prezentowi od brata lecz po chwili podeszła do miski z wodą i zanurzyła w niej ręce. Szybko się umyła, zdjęła koszulę i ubrała nową szatę. Podeszła do lustra, które ojciec przywiózł jej z wyprawy do Krainy Wiecznego Lodu i przyjrzała swojemu odbiciu. Zobaczyła wysoką, zgrabną siedemnastolatkę o długich, kasztanowych włosach i dużych, niebieskich oczach.
  Wzięła do ręki grzebień i rozpoczęła żmudną czynność rozczesywania skołtunionych po nocy włosów. Jakiś czas później usłyszała kroki na schodach i do pokoju weszła cała jej rodzina. Pierwszy wkroczył Sidor. Był to przeszło pięćdziesięcioletni mężczyzna, po którym Iris odziedziczyła kolor swoich pięknych oczu. Biła od niego pewność siebie, która zawsze pomagała mu w załatwianiu interesów na terenie całego kontynentu. Zaraz za nim weszła Amelia, wiecznie piękna i nigdy nie starzejąca się kobieta. W mieście zgodnie twierdzono, że mimo swoich czterdziestu siedmiu lat ciągle wygląda jak w dniu ślubu. Jej oczy lśniły tym samym blaskiem, co trzydzieści lat wcześniej, a we włosach nie pojawił się ani jeden siwy kosmyk. Zaraz za rodzicami w komnacie znalazło się pięciu braci dziewczyny. O framugę drzwi oparł się dwudziestodziewięcioletni Silas. Obok matki stanął jak zwykle wesoły, młodszy od niego o dwa lata Angelo, który zobaczywszy siostrę ubraną w suknię, którą jej podarował, od razu jeszcze szerzej się uśmiechnął. Tuż przy nim zajął miejsce starszy od dziewczyny o osiem lat Ruffinio i dziewiętnastoletni Emilio. Ostatni przyszedł dwudziestodwuletni Chester.
-Aby stało się zadość odwiecznej tradycji, dziś wszyscy przychodzimy do ciebie o poranku by złożyć ci najserdeczniejsze życzenia płynące prosto z serca i razem z tobą cieszyć się dniem, który jest początkiem twojego dorosłego życia. Prosimy również boginię Theanę, patronkę wszystkich dziewcząt o łaskę i pomoc dla ciebie we wchodzeniu w dorosłe życie  -Sidor wymówił uroczystą formułę głosem pełnym powagi, a w jego oczach błyszczały łzy.
-Dziękuję, ojcze. Dziękuję, matko -odpowiedziała dziewczyna i uklękła przed rodzicami.
  Małżeństwo pobłogosławiło swoją jedyną córkę, po czym Amelia wręczyła jej symboliczny kielich z winem, który miał oznaczać, że jej bezproblemowe życie właśnie się skończyło, a teraz nastał czas większej ilości obowiązków, ale i praw. Siedemnastolatka wypiła napój, po czym podniosła się i od razy wpadła w ramiona matki, która wyszeptała jej do ucha słowa "Bądź dzielna". Iris nie wiedziała, co kobieta miała na myśli, jednak postanowiła zapamiętać te życzenia na całe życie. Później słowa Amelii nie raz podnosiły ją na duchu w trudnych sytuacjach.
-Droga córko, nie wiedzieliśmy co mamy ci podarować. Jednak w końcu zdecydowaliśmy, że dostaniesz od nas bardzo przydatną maszynę do tkania. Jest to najnowszy model, dopiero niedawno opracowany przez mistrza Ameniusa. Czeka na ciebie na dole -powiedział Sidor.
-Jeszcze raz bardzo wam dziękuję -uśmiechnęła się dziewczyna. Maszyna do tkania nie była jej wymarzonym prezentem, jednak potrafiła docenić dobre chęci kochających ją rodziców. Poza tym kiedy miała zły humor, a dzień był deszczowy często siadała w pokoju mamy i tkała.
-Iris my idziemy rozdać polecenia służbie i przygotować salę na przyjęcie. Za niedługo przybędzie moja siostra, wasza ciotka Amanda i wuj Gilbert, rodzice Doriana. Proszę, bądźcie dla nich wyrozumiali i uprzejmi. Jeszcze nie doszli do siebie po ucieczce syna -poprosiła Amelia.
-Ale nie obwiniają mnie o to, prawda? -z niepokojem zapytała Iris.
-Oczywiście, że nie -wtrącił Silas. -Rozmawiałem  ostatnio z wujem. Powiedział mi, że Dorian już taki miał charakter i, że w końcu musiał pokazać swoją prawdziwą naturę.
-Nie przejmuj się. Dzisiaj wszystko się wyjaśni -zakończył temat pan domu i wraz z żoną opuścili pokój.
  Od razu, kiedy drzwi się zamknęły pięciu braci otoczyło dziewczynę. Wzięli ją na ręce i kilka razy podrzucili z radosnym okrzykiem: "Jesteś już dorosła!". Po czym w szóstkę wybuchli śmiechem.
-Pięknie wyglądasz w tej sukience, Iris -rzucił Emilio. -Od kogo ją dostałaś?
-Od tajemniczego wielbiciela -wesoło odpowiedziała zapytana, mrugając okiem.
-Czyżby jakiś adorator zdołał przemknąć między naszymi czujnymi spojrzeniami rzucanymi nocą wokół domu? -spytał Silas.
-Twoje spojrzenie nie jest zbyt czujne -złośliwie rzucił Chester. -No chyba, że ulicą idzie pewna panna o imieniu-
-Cicho bądź -syknął mężczyzna zatykając bratu usta dłonią.
-Ciekawość mnie zżera, braciszku. Może później mi powiesz na jaką to pannę tak chętnie patrzysz, że aż Chester to zauważył? -ze śmiechem zaproponował Angelo, po czym widząc, że odeszli od tematu urodzin siostry dodał - To może wreszcie wręczymy naszej ukochanej siostrzyczce prezenty, co chłopaki?
-Dobry pomysł -mruknął Ruffinio i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił z grubą książką w rękach. -To dla ciebie, Iris. Mam nadzieję, że kiedyś ci się przyda... Ale musisz uważać, bo to nie jest zwykła książka -zakończył tajemniczo.
  

poniedziałek, 8 października 2012

Prolog (część 2)



                                                                 
                                                                                ***
  Dwa cienie mignęły przed miejską posiadłością Sidora zwanego Kupcem. Było już grubo po północy i księżyc dawno pojawił się na niebie. Postaci obeszły dom i skierowały się w stronę ogrodu. Po kilku minutach zatrzymały się przy drzewie pod jednym z okien.
-Może jednak weszłabyś drzwiami -Angelo podjął skazaną na porażkę próbę przekonania siostry.
 Iris spiorunowała go wzrokiem.
-Dobrze wiesz, że nie mogę -cicho odpowiedziała. -Jakby rodzice mnie zobaczyli, to.. Sam wiesz, co by się stało.
-Tak, wiem.. Wchodź na górę. Dziwię się, że rodzice jeszcze nie odkryli jakim sposobem wymykasz się z domu. To przecież takie oczywiste!
-Nie krzycz, Angelo -zrugała go dziewczyna. -Robimy jak ostatnio. Ja wchodzę, a ty liczysz do dwustu i dopiero pojawiasz się u szczytu ulicy, dobrze?
-Zgadzam się.
-To dobranoc -rzuciła Iris.
-Dobranoc -powiedział i ucałował ją w czoło.
  Siedemnastolatka z łatwością wspięła się na najniższą gałąź. Potem na kolejną i kolejną. Kiedy szykowała się aby wejść na ostatni konar, po którym mogła przejść aż do okna pokoju, usłyszała za sobą głos.
-Oj, siostrzyczko. Ładnie to tak wymykać się z domu?
-Silas, to ty! Jesteś okropny, wiesz? Przestraszyłeś mnie... Kiedy wróciłeś?
-Kilka godzin temu. Ale wiesz, najlepiej wejdźmy do twojego pokoju, bo obawiam się, że ta gałąź może nie wytrzymać mojego ciężaru -zaśmiał się najstarszy brat Iris.
 Po chwili obydwoje siedzieli na łóżku i rozmawiali.
-Stęskniłam się za tobą. Nie było cię przez cały miesiąc -z wyrzutem powiedziała dziewczyna.
-Ja też się za tobą stęskniłem -zapewnił mężczyzna. -Ale kilka bel jedwabiu zostało zamówionych przez człowieka mieszkającego bardzo daleko od naszego miasta, więc miałem długą podróż -Silas przerwał, kiedy zobaczył, że jego siostra właśnie stłumiła kolejne ziewnięcie. -No, ale ja już może pójdę, bo widzę, że jesteś bardzo zmęczona. Czyżbyś znowu ćwiczyła miecze z Angelo?
-Żebyś wiedział, braciszku. I prawie z nim wygrałam, ale potknęłam się o mały kamień, który nie wiem skąd znalazł się pod moją stopą... No, a później przez kilka godzin, bez przerwy ćwiczyliśmy zaklęcia... Dobranoc -powiedziała i przytuliła się do jego potężnego torsu. On odwzajemnił uścisk, a po chwili skierował się w stronę drzwi.
 Nagle stanął i z kamiennym wyrazem twarzy odezwał się patrząc prosto w oczy siostry.
-Jest jeszcze jedna sprawa. Rodzice chcieli ci rano powiedzieć, ale pomyślałem, że im szybciej się dowiesz, tym lepiej.
-Co się stało? -z powagą w jeszcze przed chwilą zaspanym głosie zapytała Iris.
-Dorian uciekł z domu.
-Jak to? -krzyknęła dziewczyna. Nie wiedziała czy się cieszyć czy płakać.
-Po prostu. Nocą wyszedł i już nie wrócił.



***
Blog, to odpowiednik takiego samego bloga z Onetu. Przenoszę po kolei wszystkie notki, niektóre lekko zmieniając. Kolejna notka, którą tam obiecałam prawdopodobnie pojawi się już tutaj.

piątek, 5 października 2012

Prolog (część 1)


-Dobrze Iris! Może gdybyś się nie potknęła wreszcie udałoby ci się wygrać z twoim bratem..
-Dziękuję, mistrzyni Fragorio.
   Kobieta lekko skinęła głową. Była zadowolona z postępów swojej najmłodszej podopiecznej. Córka Sidora i Amelii posługiwała się mieczem nadzwyczaj sprawnie, jak na siedemnastoletnią dziewczynę. Z pewnością przewyższała już umiejętnościami swoich czterech braci, ale ciągle nie mogła pokonać Angela, który był absolutnym mistrzem.
-Koniec treningu -zadecydowała Fragoria. -Teraz idźcie do mistrza Silana, aby was podszkolił w magii, bo jak słyszałam w tej dziedzinie nie radzicie sobie tak świetnie jak z mieczem.
W odpowiedzi rodzeństwo skłoniło się przed nią i przed sobą nawzajem.
-Do zobaczenia jutro -pożegnała ich.
-Mam nadzieję -westchnęła Iris.
-A co się stało? Czemu miałabyś nie przyjść? -zdziwiła się kobieta.
-Zbliżają się moje urodziny, a kilka tygodni później rodzice chcą mnie wydać za mąż za mojego kuzyna Doriana. I przez to przestali patrzeć życzliwym okiem na moje treningi. Na lekcje mistrza Silana jeszcze chcą mnie puszczać, ale na walkę mieczem już musiałam się wymknąć -wymamrotała. - W dodatku powiedzieli, że nie zachowuję się jak na ich córkę przystało.
-Angelo, jak się sprawy mają? -zwróciła się do chłopaka Fragoria.
-No cóż, to niestety prawda. Ja i nasi bracia nie zgadzamy się z rodzicami, ale doskonale wiemy jakie realia rządzą naszym światem. Iris powinna teraz sobie szykować posag, haftować inicjały swoje i Doriana na pościeli i chusteczkach, a nie biegać ze mną po lesie i bawić się w wojownika.. -westchnął. - Szczerze mówiąc ja i Silas też już powinniśmy sobie szukać żon. Ale jakoś nie za bardzo nam się to uśmiecha. Nie chcę teraz podważać autorytetu rodziców,ale-
-Dalej nic już nie mów -przerwała mu kobieta. -Może porozmawiam z waszymi rodzicami?
-Nie, to nic nie da, a wręcz bardziej ich rozzłości -nie zgodziła się Iris. -Sama będę musiała sobie jakoś poradzić.. W najgorszym przypadku będę zmuszona przyjąć wersję rodziców i resztę życia spędzić w kuchni, bądź z dziećmi.
-Na szczęście Dorian nie jest takim nudnym towarzyszem -próbował pocieszyć ją Angelo.
-Przecież wiem. Ale tu nie oto chodzi. Ja po prostu nie potrafiłabym przez całe życie nie robić nic ciekawego. Kiedy wy, nawet mając żony, będziecie służyć ojczyźnie, ja będę sobie haftowała ubrania czy zajmowała się interesami rodziny, jeśli nie będzie Doriana, tak? Jaki ze mnie wtedy pożytek...?
-Doskonale cię rozumiem -niespodziewanie odezwała się mistrzyni, która od dłuższej chwili nic nie mówiła, tylko przysłuchiwała się rozmowie. -Kiedyś byłam w podobnej sytuacji jak ty teraz.
-I co pani zrobiła? -spytał chłopak.
-A jak myślisz? Uciekłam z domu.. Ale tego ci nie sugeruję. Jeśli będziesz chciała przedsięwziąć tak drastyczne kroki to drzwi mojego domu zawsze będą dla ciebie otwarte. I w takiej sytuacji przysięgam nie zdradzić cię rodzicom.
   Zaległa cisza. Po tych słowach nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Angelo oparł się o drzewo, a Iris usiadła na trawie ze skrzyżowanymi nogami. Obok niej przykucnęła Fragoria. Chwilę później usłyszeli czyjeś kroki.
-A co wy tu jeszcze robicie? -spytał Silan.
-Nic nic, mistrzu. Przepraszamy -odparł chłopak.
-Już idziemy -dodała jego siostra.
-Oj, Angelo, przecież ty już skończyłeś u mnie szkolenie.. -zdziwił się mężczyzna.
-No tak,ale..
-Ale chcesz jeszcze poćwiczyć, tak? W takim razie chodźmy, bo inaczej znów wrócicie do domu po północy i wasi rodzice będą na mnie krzywo patrzeć.
   Iris wstała z ziemi, pożegnała się z mistrzynią i razem z Angelo podążyła do chatki maga aby podszkolić się w zaklęciach.