poniedziałek, 8 października 2012

Prolog (część 2)



                                                                 
                                                                                ***
  Dwa cienie mignęły przed miejską posiadłością Sidora zwanego Kupcem. Było już grubo po północy i księżyc dawno pojawił się na niebie. Postaci obeszły dom i skierowały się w stronę ogrodu. Po kilku minutach zatrzymały się przy drzewie pod jednym z okien.
-Może jednak weszłabyś drzwiami -Angelo podjął skazaną na porażkę próbę przekonania siostry.
 Iris spiorunowała go wzrokiem.
-Dobrze wiesz, że nie mogę -cicho odpowiedziała. -Jakby rodzice mnie zobaczyli, to.. Sam wiesz, co by się stało.
-Tak, wiem.. Wchodź na górę. Dziwię się, że rodzice jeszcze nie odkryli jakim sposobem wymykasz się z domu. To przecież takie oczywiste!
-Nie krzycz, Angelo -zrugała go dziewczyna. -Robimy jak ostatnio. Ja wchodzę, a ty liczysz do dwustu i dopiero pojawiasz się u szczytu ulicy, dobrze?
-Zgadzam się.
-To dobranoc -rzuciła Iris.
-Dobranoc -powiedział i ucałował ją w czoło.
  Siedemnastolatka z łatwością wspięła się na najniższą gałąź. Potem na kolejną i kolejną. Kiedy szykowała się aby wejść na ostatni konar, po którym mogła przejść aż do okna pokoju, usłyszała za sobą głos.
-Oj, siostrzyczko. Ładnie to tak wymykać się z domu?
-Silas, to ty! Jesteś okropny, wiesz? Przestraszyłeś mnie... Kiedy wróciłeś?
-Kilka godzin temu. Ale wiesz, najlepiej wejdźmy do twojego pokoju, bo obawiam się, że ta gałąź może nie wytrzymać mojego ciężaru -zaśmiał się najstarszy brat Iris.
 Po chwili obydwoje siedzieli na łóżku i rozmawiali.
-Stęskniłam się za tobą. Nie było cię przez cały miesiąc -z wyrzutem powiedziała dziewczyna.
-Ja też się za tobą stęskniłem -zapewnił mężczyzna. -Ale kilka bel jedwabiu zostało zamówionych przez człowieka mieszkającego bardzo daleko od naszego miasta, więc miałem długą podróż -Silas przerwał, kiedy zobaczył, że jego siostra właśnie stłumiła kolejne ziewnięcie. -No, ale ja już może pójdę, bo widzę, że jesteś bardzo zmęczona. Czyżbyś znowu ćwiczyła miecze z Angelo?
-Żebyś wiedział, braciszku. I prawie z nim wygrałam, ale potknęłam się o mały kamień, który nie wiem skąd znalazł się pod moją stopą... No, a później przez kilka godzin, bez przerwy ćwiczyliśmy zaklęcia... Dobranoc -powiedziała i przytuliła się do jego potężnego torsu. On odwzajemnił uścisk, a po chwili skierował się w stronę drzwi.
 Nagle stanął i z kamiennym wyrazem twarzy odezwał się patrząc prosto w oczy siostry.
-Jest jeszcze jedna sprawa. Rodzice chcieli ci rano powiedzieć, ale pomyślałem, że im szybciej się dowiesz, tym lepiej.
-Co się stało? -z powagą w jeszcze przed chwilą zaspanym głosie zapytała Iris.
-Dorian uciekł z domu.
-Jak to? -krzyknęła dziewczyna. Nie wiedziała czy się cieszyć czy płakać.
-Po prostu. Nocą wyszedł i już nie wrócił.



***
Blog, to odpowiednik takiego samego bloga z Onetu. Przenoszę po kolei wszystkie notki, niektóre lekko zmieniając. Kolejna notka, którą tam obiecałam prawdopodobnie pojawi się już tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz