wtorek, 23 października 2012

Rozdział 1 (cd.)


   Dziewczyna przyjęła prezent i spojrzała na tytuł. Brzmiał "Czarna Magia dla odważnych", a jej autorem był sam słynny mag Sanguineus. Zawierała setki zaklęć i receptur.
-Dzięki. Nie spodziewałam się czegoś takiego braciszku -powiedziała Iris. Przytuliła brata i zanim zdążyła odetchnąć wpadła w ramiona Emilia.
-Moja droga siostrzyczko -pompatycznie zaczął chłopak - w tym wspaniałym dniu, w którym stałaś się nam równa, pragnę złożyć ci najserdeczniejsze życzenia. Niech dobry bóg Ethen podtrzymuje cię w zdrowiu, a bogini Ismira zawsze ci sprzyja. Po prostu spełnienia marzeń -uśmiechnął się z rozbrajającą szczerością. -Powinno ci się kiedyś przydać -dodał wręczając jej materiałowy woreczek. -To podstawowe wyposażenie, jakie każdy powinien mieć przy sobie.
Dziewczyna zajrzała do środka. Przez chwilę nie mogła wykrztusić z siebie głosu.
-Emilio ile czasu musiałeś poświęcić na odszukanie tych wszystkich ziół! Przecież tu jest wszystko... -nie mogła się nadziwić Iris. -Bardzo ci dziękuję!
-Nie zajęło mi to aż tak dużo czasu... Przecież wiesz, że się na tym znam -odparł dziewiętnastolatek. -Ale wybacz, że nie zostaniemy tu dłużej. Razem z Ruffiniem mieliśmy wydać polecenia stajennym. Nie wiem po co nas aż dwóch do tego potrzeba, ale słowa rodziców są święte -rzucił i lekko wzruszył ramionami.
-Lepiej mi powiedz, gdzie jest Chester -wtrącił Angelo. -Nawet nie złożył życzeń i już go nie ma... Ale wszyscy wiemy, że on jest nietowarzyski -westchnął mężczyzna.
-Pewnie zszedł na dół, albo się gdzieś zaszył i nawet nie zamierza pomagać -żachnął się Ruffinio.
-Może ja pomogę -zaofiarowała się jubilatka.
-Nie ma mowy -zaprotestował Emilio. -Ty dziś nic nie robisz -oznajmił zdecydowanym tonem. -Może pomiędzy nami są tylko dwa lata różnicy, ale i tak musisz mnie słuchać -zakończył wesoło.
-Niech ci będzie -poddała się siedemnastolatka.
 Dwaj bracia wyszli z pokoju. Silas, który do tej pory opierał się o framugę drzwi i nie uczestniczył w rozmowie podszedł do siostry.
-To teraz moja kolej. Powiem tyle: życzę ci udanego życia spędzonego w zdrowiu i dobrym towarzystwie. Mam nadzieję, że sprawa związana z twoim ślubem rozwiąże się na twoją korzyść i w tym ci z całego serca kibicuję. Dlatego myślę, że ten naszyjnik będzie twoim amuletem i nie raz przyniesie ci szczęście -powiedział i z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyjął małe pudełeczko. -Przywiozłem go specjalnie dla ciebie z Krainy Wzburzonych Mórz.
-To dlatego tak długo cię nie było -domyśliła się Iris. Zdjęła wieczko i jej oczom ukazała się kolia. Nie była jakoś specjalnie bogata, zrobiono ją  ze srebra i bursztynu, a w samym centrum oczka zawieszki był jeszcze jakiś kamień, którego Iris nie znała. -Co to za kruszec? -spytała brata, pokazując jednocześnie piękny, mieniący się minerał.
-Nie mam pojęcia. Wypytywałem o niego wszystkich jubilerów, jakich napotkałem, ale nikt, włącznie ze sprzedawcą nie umiał mi podać jego nazwy.
-No cóż, może wybierzemy się do miejscowego specjalisty -zaproponowała dziewczyna.
-Właśnie to miałem zrobić za raz po powrocie, ale później ojciec prosił mnie o kilka innych drobnych przysług i zapomniałem -powiedział Silas.
-Dziękuję-
-Jeszcze nie dziękuj -wtrącił Angelo. -Kupiliśmy dla ciebie jeszcze jeden prezent. No, a teraz znajdź to w tych swoich przestronnych kieszeniach -zwrócił się do brata.
-Proszę -mężczyzna wyjął coś z kolejnej wewnętrznej kieszeni płaszcza.
 Dziewczyna spojrzała na przedmiot trzymany przez Silasa. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przetarła je i drugi raz popatrzyła.
-To naprawdę dla mnie? -spytała z niedowierzaniem.
-Tak -przytaknął Angelo.
-Mam nadzieję, że nie będziesz tego musiała za wiele razy używać -ponuro mruknął najstarszy brat Iris.
   Podał jej piękny sztylet zrobiony ze stali najlepszej jakości, o rękojeści z kryształu górskiego wydobywanego tylko w kilku miejscach na kontynencie. W miejscu, gdzie jelec stykał się z taszką i trzonem był umieszczony niewielki ametyst. Głowicę broni stanowił łeb smoka z otwartą paszczą, jakby gotową do zionięcia ogniem.
   Dziewczyna długo przyglądała się przedmiotowi. Była niezmiernie wdzięczna braciom za ich prezent, który pewnie niemało nadwyrężył ich budżet.
-Błagam, tylko nie mów mamie, że to od nas –jęknął Angelo.
-Dobrze -odparła. –Naprawdę wam dziękuję. Za wszystko-
-Nie musisz, w końcu mamy tylko jedną siostrę  -przerwał jej Silas. –A teraz chodźmy na dół, zaraz przyjadą goście.
   We trójkę opuścili komnatę dziewczyny, wyszli na korytarz i schodami zeszli na parter. Przystanęli przy bramie wjazdowej, którą właśnie otwierał stajenny Adon. Niespodziewanie usłyszeli odgłos pędzących koni uderzających podkutymi kopytami o bruk oraz dźwięk turkoczących kół powozu. Chwilę później na teren posesji wjechała bryczka ciągnięta przez dwa kare konie. Woźnica zatrzymał się niedaleko stajni, zsiadł z kozła i otworzył małe drzwiczki z boku pojazdu. Pierwszy wysiadł barczysty mężczyzna i wyciągnął rękę w stronę wysokiej kobiety, która właśnie szykowała się do opuszczenia dyliżansu. Była to ciotka Amanda, młodsza siostra Amelii. Kobieta była wyższa od matki jubilatki, jednak miała identyczne, kasztanowe włosy i zielone oczy. Jej mąż był postury niedźwiedzia, nie można jednak stwierdzić, żeby w związku z tym poruszał się ociężale. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie nadzwyczaj zwinnej osoby. Miał ciemne włosy i błękitne oczy, zupełnie tak samo jak Sidor. A to dlatego, że byli kuzynami od strony ojca. Obydwoje zajmowali się kupiectwem, z tą różnicą, że Gilbert handlował biżuterią i ozdobami.
 -Witajcie w naszych skromnych progach -powitała gości pani domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz