Dziewczyna przyjęła
prezent i spojrzała na tytuł. Brzmiał "Czarna Magia dla odważnych", a
jej autorem był sam słynny mag Sanguineus. Zawierała setki zaklęć i
receptur.
-Dzięki. Nie spodziewałam się czegoś takiego braciszku -powiedziała Iris. Przytuliła brata i zanim zdążyła odetchnąć wpadła w ramiona Emilia.
-Dzięki. Nie spodziewałam się czegoś takiego braciszku -powiedziała Iris. Przytuliła brata i zanim zdążyła odetchnąć wpadła w ramiona Emilia.
-Moja droga siostrzyczko
-pompatycznie zaczął chłopak - w tym wspaniałym dniu, w którym stałaś się nam
równa, pragnę złożyć ci najserdeczniejsze życzenia. Niech dobry bóg Ethen
podtrzymuje cię w zdrowiu, a bogini Ismira zawsze ci sprzyja. Po prostu
spełnienia marzeń -uśmiechnął się z rozbrajającą szczerością. -Powinno ci się
kiedyś przydać -dodał wręczając jej materiałowy woreczek. -To podstawowe
wyposażenie, jakie każdy powinien mieć przy sobie.
Dziewczyna zajrzała do środka. Przez
chwilę nie mogła wykrztusić z siebie głosu.
-Emilio ile czasu musiałeś poświęcić
na odszukanie tych wszystkich ziół! Przecież tu jest wszystko... -nie mogła się
nadziwić Iris. -Bardzo ci dziękuję!
-Nie zajęło mi to aż tak dużo
czasu... Przecież wiesz, że się na tym znam -odparł dziewiętnastolatek. -Ale
wybacz, że nie zostaniemy tu dłużej. Razem z Ruffiniem mieliśmy wydać polecenia
stajennym. Nie wiem po co nas aż dwóch do tego potrzeba, ale słowa rodziców są
święte -rzucił i lekko wzruszył ramionami.
-Lepiej mi powiedz, gdzie jest
Chester -wtrącił Angelo. -Nawet nie złożył życzeń i już go nie ma... Ale
wszyscy wiemy, że on jest nietowarzyski -westchnął mężczyzna.
-Pewnie zszedł na dół, albo się
gdzieś zaszył i nawet nie zamierza pomagać -żachnął się Ruffinio.
-Może ja pomogę -zaofiarowała się
jubilatka.
-Nie ma mowy -zaprotestował Emilio.
-Ty dziś nic nie robisz -oznajmił zdecydowanym tonem. -Może pomiędzy nami są
tylko dwa lata różnicy, ale i tak musisz mnie słuchać -zakończył wesoło.
-Niech ci będzie -poddała się
siedemnastolatka.
Dwaj bracia wyszli z pokoju.
Silas, który do tej pory opierał się o framugę drzwi i nie uczestniczył w
rozmowie podszedł do siostry.
-To teraz moja kolej. Powiem tyle:
życzę ci udanego życia spędzonego w zdrowiu i dobrym towarzystwie. Mam
nadzieję, że sprawa związana z twoim ślubem rozwiąże się na twoją korzyść i w
tym ci z całego serca kibicuję. Dlatego myślę, że ten naszyjnik będzie twoim
amuletem i nie raz przyniesie ci szczęście -powiedział i z wewnętrznej kieszeni
płaszcza wyjął małe pudełeczko. -Przywiozłem go specjalnie dla ciebie z Krainy
Wzburzonych Mórz.
-To dlatego tak długo cię nie było
-domyśliła się Iris. Zdjęła wieczko i jej oczom ukazała się kolia. Nie była
jakoś specjalnie bogata, zrobiono ją ze srebra i bursztynu, a w samym
centrum oczka zawieszki był jeszcze jakiś kamień, którego Iris nie znała. -Co
to za kruszec? -spytała brata, pokazując jednocześnie piękny, mieniący się
minerał.
-Nie mam pojęcia. Wypytywałem o
niego wszystkich jubilerów, jakich napotkałem, ale nikt, włącznie ze sprzedawcą
nie umiał mi podać jego nazwy.
-No cóż, może wybierzemy się do
miejscowego specjalisty -zaproponowała dziewczyna.
-Właśnie to miałem zrobić za raz po
powrocie, ale później ojciec prosił mnie o kilka innych drobnych przysług i
zapomniałem -powiedział Silas.
-Dziękuję-
-Jeszcze nie dziękuj -wtrącił
Angelo. -Kupiliśmy dla ciebie jeszcze jeden prezent. No, a teraz znajdź to w
tych swoich przestronnych kieszeniach -zwrócił się do brata.
-Proszę -mężczyzna wyjął coś z
kolejnej wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Dziewczyna spojrzała na
przedmiot trzymany przez Silasa. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przetarła je
i drugi raz popatrzyła.
-To naprawdę dla mnie? -spytała z
niedowierzaniem.
-Tak -przytaknął Angelo.
-Mam nadzieję, że nie będziesz tego
musiała za wiele razy używać -ponuro mruknął najstarszy brat Iris.
Podał jej piękny
sztylet zrobiony ze stali najlepszej jakości, o rękojeści z kryształu górskiego
wydobywanego tylko w kilku miejscach na kontynencie. W miejscu, gdzie jelec
stykał się z taszką i trzonem był umieszczony niewielki ametyst. Głowicę broni
stanowił łeb smoka z otwartą paszczą, jakby gotową do zionięcia ogniem.
Dziewczyna długo przyglądała się przedmiotowi. Była niezmiernie wdzięczna braciom za ich prezent, który pewnie niemało nadwyrężył ich budżet.
-Błagam, tylko nie mów mamie, że to od nas –jęknął Angelo.
-Dobrze -odparła. –Naprawdę wam dziękuję. Za wszystko-
-Nie musisz, w końcu mamy tylko jedną siostrę -przerwał jej Silas. –A teraz chodźmy na dół, zaraz przyjadą goście.
We trójkę opuścili komnatę dziewczyny, wyszli na korytarz i schodami zeszli na parter. Przystanęli przy bramie wjazdowej, którą właśnie otwierał stajenny Adon. Niespodziewanie usłyszeli odgłos pędzących koni uderzających podkutymi kopytami o bruk oraz dźwięk turkoczących kół powozu. Chwilę później na teren posesji wjechała bryczka ciągnięta przez dwa kare konie. Woźnica zatrzymał się niedaleko stajni, zsiadł z kozła i otworzył małe drzwiczki z boku pojazdu. Pierwszy wysiadł barczysty mężczyzna i wyciągnął rękę w stronę wysokiej kobiety, która właśnie szykowała się do opuszczenia dyliżansu. Była to ciotka Amanda, młodsza siostra Amelii. Kobieta była wyższa od matki jubilatki, jednak miała identyczne, kasztanowe włosy i zielone oczy. Jej mąż był postury niedźwiedzia, nie można jednak stwierdzić, żeby w związku z tym poruszał się ociężale. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie nadzwyczaj zwinnej osoby. Miał ciemne włosy i błękitne oczy, zupełnie tak samo jak Sidor. A to dlatego, że byli kuzynami od strony ojca. Obydwoje zajmowali się kupiectwem, z tą różnicą, że Gilbert handlował biżuterią i ozdobami.
Dziewczyna długo przyglądała się przedmiotowi. Była niezmiernie wdzięczna braciom za ich prezent, który pewnie niemało nadwyrężył ich budżet.
-Błagam, tylko nie mów mamie, że to od nas –jęknął Angelo.
-Dobrze -odparła. –Naprawdę wam dziękuję. Za wszystko-
-Nie musisz, w końcu mamy tylko jedną siostrę -przerwał jej Silas. –A teraz chodźmy na dół, zaraz przyjadą goście.
We trójkę opuścili komnatę dziewczyny, wyszli na korytarz i schodami zeszli na parter. Przystanęli przy bramie wjazdowej, którą właśnie otwierał stajenny Adon. Niespodziewanie usłyszeli odgłos pędzących koni uderzających podkutymi kopytami o bruk oraz dźwięk turkoczących kół powozu. Chwilę później na teren posesji wjechała bryczka ciągnięta przez dwa kare konie. Woźnica zatrzymał się niedaleko stajni, zsiadł z kozła i otworzył małe drzwiczki z boku pojazdu. Pierwszy wysiadł barczysty mężczyzna i wyciągnął rękę w stronę wysokiej kobiety, która właśnie szykowała się do opuszczenia dyliżansu. Była to ciotka Amanda, młodsza siostra Amelii. Kobieta była wyższa od matki jubilatki, jednak miała identyczne, kasztanowe włosy i zielone oczy. Jej mąż był postury niedźwiedzia, nie można jednak stwierdzić, żeby w związku z tym poruszał się ociężale. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie nadzwyczaj zwinnej osoby. Miał ciemne włosy i błękitne oczy, zupełnie tak samo jak Sidor. A to dlatego, że byli kuzynami od strony ojca. Obydwoje zajmowali się kupiectwem, z tą różnicą, że Gilbert handlował biżuterią i ozdobami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz