Kiedy wytrącona broń z brzękiem wylądowała na posadzce, dziewczyna z furią rzuciła się na Doriana. Chciała się na nim odegrać za wszystko, co ją spotkało po jego ucieczce. Pełna żalu trafiła go pięścią w nos i nie czekając, aż przeciwnik coś zrobi, z całej siły przywaliła mu kolanem w brzuch. Rozległ się głuchy odgłos ciała uderzającego o ziemię.
Nastała cisza.
Iris pochyliła się nad leżącym i postawiła but tuż nad jego mostkiem. Z całej jej postawy promieniowała radość ze zwycięstwa. Przecież w jakiś sposób musiała odreagować ostatnie tygodnie, a pojedynek był na to najlepszym sposobem. Wiedziała, że skoro skończyła już siedemnaście lat, mogłaby znaleźć się w więzieniu za atak z zaskoczenia, jednak nie specjalnie się tym przejmowała.
Nikt nie interweniował, gdy wyciągnęła sztylet i zrobiła ruch, jakby chciała zabić pokonanego. Przecięła powietrze tuż nad jego tętnicą, a po chwili zabrała nogę i spokojnie wróciła na swoje miejsce obok mistrzyni. Wszyscy w zdumieniu przyglądali się chłopakowi, który jęknął i zaczął się podnosić.
-Należało mi się -przyznał głośno.
-Rzeczywiście -przytaknęła Fragoria. -Wróćcie do swoich zadań -zakomenderowała patrząc na stojących w szeregu. -A ty, Mistino, wyznacz kolejnego wartownika i podejdź tutaj. Chłopak idzie z nami. Polecenia kobiety zostały natychmiast wykonane. Przy drzwiach stanął Celebes. Cała piątka, to znaczy Fragoria, Silan, Iris, Dorian i Mistina udali się w stronę jednej z nisz w ścianie. Wspięli się po drabinie i znaleźli w dość dużym pokoju. Prawdopodobnie była to kwatera główna dwójki nauczycieli siedemnastolatki. Nie było tu łóżka, stały natomiast dwa biurka i kilka regałów z książkami i dokumentami. Tuż obok jednego z nich znajdował się pięknie rzeźbiony kufer zamknięty na zasuwę. Poza tym w środku nie było prawie żadnego innego mebla, a cały wystrój sprawiał wrażenie dość spartańskiego.
-Usiądźcie -polecił mistrz magii i wskazał niewielką, skórzaną kanapę. -Widzę, że bardzo się za sobą stęskniliście. Tak bardzo, że musieliście się pobić. I to przy wszystkich.
-Wybacz mistrzu, ale nie mogłam się powstrzymać. Cała rodzina szuka go już od dobrych paru tygodni, a on najspokojniej mieszka sobie kilka ulic dalej...
-Przepraszam, a co miałem zrobić? Z tego, co wiem, ani ty, ani ja nie byliśmy zachwyceni pomysłem naszego ślubu-
-Co nie znaczyło, że zaraz miałeś uciekać z domu. Oczywiście o mnie już nie pomyślałeś. Nie, bo po co martwić się kuzynką -niedoszłą żoną... Niech sobie siedzi w domu, niech się męczy z innymi kandydatami, ja mam problem z głowy... Tak sobie myślałeś, co nie?! Nie zaprzeczaj!
-Wcale tak nie myślałem-
-Wybacz, że znowu ci przerwę, ale gdybyś tak nie myślał to-
-To co? Wziąłbym cię ze sobą? Raczej nie. Wtedy wyglądałoby to na ucieczkę dwojga zakochanych-
-A ty we wszystkim znajdziesz problem.
-No to powiedz mi, co według ciebie innego powinienem był zrobić?
Iris nie odpowiedziała. Łatwo jej było wyrzucać błędy Dorianowi, jednak sama nie potrafiła znaleźć innego, choć trochę lepszego rozwiązania.
"Jesteś tchórzem. Zwykłym tchórzem..." - pomyślała jedynie.
-No widzisz -powiedziała Fragoria. -Nie mieliście zbyt dużego wyboru. Chociaż szczerze mówiąc Dorian nie musiał uciekać, lepiej by było dla was obojga, gdyby uciekła tylko Iris.... A to dlatego, że tobie, mój drogi, nikt na siłę żony wcisnąć nie może, że tak powiem. Natomiast jeśli chodzi o córkę bogatej rodziny, to jest ona idealną inwestycją dla każdych rodziców, więc jeśli straci się jeden narzeczony, zaraz poszukuje się następnego. Często nie trzeba ich nawet szukać, bo sami walą drzwiami i oknami -dodała, widząc pytającą minę chłopaka. -Ale może na razie porzućmy ten temat. Porozmawiacie sobie jutro, kiedy Iris będzie już przyzwyczajona do tego miejsca.
-Mistino czy mogłabyś przygotować nam herbatę? Mamy mało czasu, a kilka ważnych spraw do omówienia -poprosił Silan.
-Oczywiście mistrzu -odparła kobieta i już po chwili schodziła po drabinie na dół.
-Macie tu herbatę? Skąd? -zdziwiła się siedemnastolatka.
-Jedna z naszych grup przywiozła cały worek herbaty z podróży w odległe okolice -odpowiedziała mistrzyni.
-Grup?
-Zaraz wszystko zrozumiesz, ale najpierw napijemy się czegoś.
Parę minut później pojawiła się Mistina niosąca miskę pełną suszonych listków herbaty i wiadro gorącej wody. Iris nie potrafiła zrozumieć jak kobieta wspięła się z tym wszystkim po drabinie i spytała o to.
-Miesiące wprawy -uśmiechnęła się zapytana i rozpoczęła ceremonię parzenia herbaty, której nauczyli ją ludzie z odległego kraju.