piątek, 5 października 2012

Prolog (część 1)


-Dobrze Iris! Może gdybyś się nie potknęła wreszcie udałoby ci się wygrać z twoim bratem..
-Dziękuję, mistrzyni Fragorio.
   Kobieta lekko skinęła głową. Była zadowolona z postępów swojej najmłodszej podopiecznej. Córka Sidora i Amelii posługiwała się mieczem nadzwyczaj sprawnie, jak na siedemnastoletnią dziewczynę. Z pewnością przewyższała już umiejętnościami swoich czterech braci, ale ciągle nie mogła pokonać Angela, który był absolutnym mistrzem.
-Koniec treningu -zadecydowała Fragoria. -Teraz idźcie do mistrza Silana, aby was podszkolił w magii, bo jak słyszałam w tej dziedzinie nie radzicie sobie tak świetnie jak z mieczem.
W odpowiedzi rodzeństwo skłoniło się przed nią i przed sobą nawzajem.
-Do zobaczenia jutro -pożegnała ich.
-Mam nadzieję -westchnęła Iris.
-A co się stało? Czemu miałabyś nie przyjść? -zdziwiła się kobieta.
-Zbliżają się moje urodziny, a kilka tygodni później rodzice chcą mnie wydać za mąż za mojego kuzyna Doriana. I przez to przestali patrzeć życzliwym okiem na moje treningi. Na lekcje mistrza Silana jeszcze chcą mnie puszczać, ale na walkę mieczem już musiałam się wymknąć -wymamrotała. - W dodatku powiedzieli, że nie zachowuję się jak na ich córkę przystało.
-Angelo, jak się sprawy mają? -zwróciła się do chłopaka Fragoria.
-No cóż, to niestety prawda. Ja i nasi bracia nie zgadzamy się z rodzicami, ale doskonale wiemy jakie realia rządzą naszym światem. Iris powinna teraz sobie szykować posag, haftować inicjały swoje i Doriana na pościeli i chusteczkach, a nie biegać ze mną po lesie i bawić się w wojownika.. -westchnął. - Szczerze mówiąc ja i Silas też już powinniśmy sobie szukać żon. Ale jakoś nie za bardzo nam się to uśmiecha. Nie chcę teraz podważać autorytetu rodziców,ale-
-Dalej nic już nie mów -przerwała mu kobieta. -Może porozmawiam z waszymi rodzicami?
-Nie, to nic nie da, a wręcz bardziej ich rozzłości -nie zgodziła się Iris. -Sama będę musiała sobie jakoś poradzić.. W najgorszym przypadku będę zmuszona przyjąć wersję rodziców i resztę życia spędzić w kuchni, bądź z dziećmi.
-Na szczęście Dorian nie jest takim nudnym towarzyszem -próbował pocieszyć ją Angelo.
-Przecież wiem. Ale tu nie oto chodzi. Ja po prostu nie potrafiłabym przez całe życie nie robić nic ciekawego. Kiedy wy, nawet mając żony, będziecie służyć ojczyźnie, ja będę sobie haftowała ubrania czy zajmowała się interesami rodziny, jeśli nie będzie Doriana, tak? Jaki ze mnie wtedy pożytek...?
-Doskonale cię rozumiem -niespodziewanie odezwała się mistrzyni, która od dłuższej chwili nic nie mówiła, tylko przysłuchiwała się rozmowie. -Kiedyś byłam w podobnej sytuacji jak ty teraz.
-I co pani zrobiła? -spytał chłopak.
-A jak myślisz? Uciekłam z domu.. Ale tego ci nie sugeruję. Jeśli będziesz chciała przedsięwziąć tak drastyczne kroki to drzwi mojego domu zawsze będą dla ciebie otwarte. I w takiej sytuacji przysięgam nie zdradzić cię rodzicom.
   Zaległa cisza. Po tych słowach nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Angelo oparł się o drzewo, a Iris usiadła na trawie ze skrzyżowanymi nogami. Obok niej przykucnęła Fragoria. Chwilę później usłyszeli czyjeś kroki.
-A co wy tu jeszcze robicie? -spytał Silan.
-Nic nic, mistrzu. Przepraszamy -odparł chłopak.
-Już idziemy -dodała jego siostra.
-Oj, Angelo, przecież ty już skończyłeś u mnie szkolenie.. -zdziwił się mężczyzna.
-No tak,ale..
-Ale chcesz jeszcze poćwiczyć, tak? W takim razie chodźmy, bo inaczej znów wrócicie do domu po północy i wasi rodzice będą na mnie krzywo patrzeć.
   Iris wstała z ziemi, pożegnała się z mistrzynią i razem z Angelo podążyła do chatki maga aby podszkolić się w zaklęciach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz