Iris obudziła się oślepiona blaskiem słońca prześwitującego przez gałęzie drzewa za jej oknem. Był wczesny ranek, ptaki pięknie śpiewały, a ich melodii nie zakłócał żaden, nawet najlżejszy odgłos. Dziewczyna przeciągnęła się i odrzuciła kołdrę. Spuściła nogi na podłogę i stopami wymacała miękki dywan. Wstała i przeszła na drugą stronę pokoju, gdzie stały kufry z ubraniami, niewielka toaletka i mahoniowe biurko. Zbliżyła się do skrzyni znajdującej się po lewej stronie, czyli tej, w której znajdowały się jej rzeczy treningowe, jednak po chwili zmieniła zdanie. Zdała sobie sprawę, że oto nastał ten dzień, dzień jej siedemnastych urodzin, w którym wiele rzeczy miało się zmienić. Wyjęła, więc swoją ulubioną, muślinową sukienkę i już chciała ją założyć, kiedy ktoś cicho zapukał do drzwi.
-Proszę -powiedziała.
Po chwili usłyszała skrzypnięcie i poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętego Angelo, który stał z pakunkiem w dłoni.
-Witaj siostrzyczko, wszystkiego najlepszego w dniu twoich urodzin! -uroczyście wyszeptał mężczyzna, a widząc jej zdziwioną minę, dodał -Wiem, że powinienem dać ci ten prezent, kiedy wszyscy rytualnie przyjdziemy cię obudzić, czego raczej jak widzę nie będzie trzeba robić, bo sama wstałaś, ale nie mogłem się powstrzymać, a poza tym chciałem żebyś ją dziś założyła.. -wytłumaczył i podał jej zawiniątko. -Życzę ci szczęścia i co chyba najważniejsze, spełnienia marzeń.
-Dziękuję ci Angelo -odparła Iris i uściskała swojego brata.
-To ta już pójdę, bo oni na pewno nie śpią i zaraz wrócę tu z wszystkimi -uśmiechnął się.
Kiedy wyszedł dziewczyna rozwinęła papier. W środku zobaczyła piękną, poskładaną, błękitno-morską sukienkę zrobioną z bardzo zwiewnego materiału. Rozłożyła ją na łóżku i wygładziła brzegi. Jakiś czas przyglądała się prezentowi od brata lecz po chwili podeszła do miski z wodą i zanurzyła w niej ręce. Szybko się umyła, zdjęła koszulę i ubrała nową szatę. Podeszła do lustra, które ojciec przywiózł jej z wyprawy do Krainy Wiecznego Lodu i przyjrzała swojemu odbiciu. Zobaczyła wysoką, zgrabną siedemnastolatkę o długich, kasztanowych włosach i dużych, niebieskich oczach.
Wzięła do ręki grzebień i rozpoczęła żmudną czynność rozczesywania skołtunionych po nocy włosów. Jakiś czas później usłyszała kroki na schodach i do pokoju weszła cała jej rodzina. Pierwszy wkroczył Sidor. Był to przeszło pięćdziesięcioletni mężczyzna, po którym Iris odziedziczyła kolor swoich pięknych oczu. Biła od niego pewność siebie, która zawsze pomagała mu w załatwianiu interesów na terenie całego kontynentu. Zaraz za nim weszła Amelia, wiecznie piękna i nigdy nie starzejąca się kobieta. W mieście zgodnie twierdzono, że mimo swoich czterdziestu siedmiu lat ciągle wygląda jak w dniu ślubu. Jej oczy lśniły tym samym blaskiem, co trzydzieści lat wcześniej, a we włosach nie pojawił się ani jeden siwy kosmyk. Zaraz za rodzicami w komnacie znalazło się pięciu braci dziewczyny. O framugę drzwi oparł się dwudziestodziewięcioletni Silas. Obok matki stanął jak zwykle wesoły, młodszy od niego o dwa lata Angelo, który zobaczywszy siostrę ubraną w suknię, którą jej podarował, od razu jeszcze szerzej się uśmiechnął. Tuż przy nim zajął miejsce starszy od dziewczyny o osiem lat Ruffinio i dziewiętnastoletni Emilio. Ostatni przyszedł dwudziestodwuletni Chester.
-Aby stało się zadość odwiecznej tradycji, dziś wszyscy przychodzimy do ciebie o poranku by złożyć ci najserdeczniejsze życzenia płynące prosto z serca i razem z tobą cieszyć się dniem, który jest początkiem twojego dorosłego życia. Prosimy również boginię Theanę, patronkę wszystkich dziewcząt o łaskę i pomoc dla ciebie we wchodzeniu w dorosłe życie -Sidor wymówił uroczystą formułę głosem pełnym powagi, a w jego oczach błyszczały łzy.
-Dziękuję, ojcze. Dziękuję, matko -odpowiedziała dziewczyna i uklękła przed rodzicami.
Małżeństwo pobłogosławiło swoją jedyną córkę, po czym Amelia wręczyła jej symboliczny kielich z winem, który miał oznaczać, że jej bezproblemowe życie właśnie się skończyło, a teraz nastał czas większej ilości obowiązków, ale i praw. Siedemnastolatka wypiła napój, po czym podniosła się i od razy wpadła w ramiona matki, która wyszeptała jej do ucha słowa "Bądź dzielna". Iris nie wiedziała, co kobieta miała na myśli, jednak postanowiła zapamiętać te życzenia na całe życie. Później słowa Amelii nie raz podnosiły ją na duchu w trudnych sytuacjach.
-Droga córko, nie wiedzieliśmy co mamy ci podarować. Jednak w końcu zdecydowaliśmy, że dostaniesz od nas bardzo przydatną maszynę do tkania. Jest to najnowszy model, dopiero niedawno opracowany przez mistrza Ameniusa. Czeka na ciebie na dole -powiedział Sidor.
-Jeszcze raz bardzo wam dziękuję -uśmiechnęła się dziewczyna. Maszyna do tkania nie była jej wymarzonym prezentem, jednak potrafiła docenić dobre chęci kochających ją rodziców. Poza tym kiedy miała zły humor, a dzień był deszczowy często siadała w pokoju mamy i tkała.
-Iris my idziemy rozdać polecenia służbie i przygotować salę na przyjęcie. Za niedługo przybędzie moja siostra, wasza ciotka Amanda i wuj Gilbert, rodzice Doriana. Proszę, bądźcie dla nich wyrozumiali i uprzejmi. Jeszcze nie doszli do siebie po ucieczce syna -poprosiła Amelia.
-Ale nie obwiniają mnie o to, prawda? -z niepokojem zapytała Iris.
-Oczywiście, że nie -wtrącił Silas. -Rozmawiałem ostatnio z wujem. Powiedział mi, że Dorian już taki miał charakter i, że w końcu musiał pokazać swoją prawdziwą naturę.
-Nie przejmuj się. Dzisiaj wszystko się wyjaśni -zakończył temat pan domu i wraz z żoną opuścili pokój.
Od razu, kiedy drzwi się zamknęły pięciu braci otoczyło dziewczynę. Wzięli ją na ręce i kilka razy podrzucili z radosnym okrzykiem: "Jesteś już dorosła!". Po czym w szóstkę wybuchli śmiechem.
-Pięknie wyglądasz w tej sukience, Iris -rzucił Emilio. -Od kogo ją dostałaś?
-Od tajemniczego wielbiciela -wesoło odpowiedziała zapytana, mrugając okiem.
-Czyżby jakiś adorator zdołał przemknąć między naszymi czujnymi spojrzeniami rzucanymi nocą wokół domu? -spytał Silas.
-Twoje spojrzenie nie jest zbyt czujne -złośliwie rzucił Chester. -No chyba, że ulicą idzie pewna panna o imieniu-
-Cicho bądź -syknął mężczyzna zatykając bratu usta dłonią.
-Ciekawość mnie zżera, braciszku. Może później mi powiesz na jaką to pannę tak chętnie patrzysz, że aż Chester to zauważył? -ze śmiechem zaproponował Angelo, po czym widząc, że odeszli od tematu urodzin siostry dodał - To może wreszcie wręczymy naszej ukochanej siostrzyczce prezenty, co chłopaki?
-Dobry pomysł -mruknął Ruffinio i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił z grubą książką w rękach. -To dla ciebie, Iris. Mam nadzieję, że kiedyś ci się przyda... Ale musisz uważać, bo to nie jest zwykła książka -zakończył tajemniczo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz